- więcej niż 215 stron (616)
- oparta na prawdziwej historii
- autor ma takie same inicjały jak ja (odwrotnie)
- autorem jest mężczyzna
- przeczytana w jeden weekend
- historyczna lub polityczna
- akcja nie dzieje się w Europie
Opornych ta książka może odstraszyć ilością stron. Chociaż mnie to stanowczo zachęciło. Wyczaiłam ją w Miejskiej Bibliotece, spodobała mi się okładka i opis z tyłu.
Akcja powieści toczy się w Bostonie w końcu XIX w., gdzie niedawno powstał Instytut Technologiczny. Jednak nauka nowych technologii nie jest zbyt popularna, a słynne uniwersytety wręcz ja potępiają.
Nie pomaga również fakt, że pewnego dnia w porcie wszystkie narzędzia nawigacyjne wymykają się spod kontroli, prowadząc do katastrofy. Ale to dopiero pierwszy z nawiedzających Boston kataklizmów. Pojawiają się plotki o zamieszaniu Instytutu w te tragedie. Jednak grupa studentów Tech, jak potocznie nazywa się Instytut Technologiczny, prowadzi potajemnie własne śledztwo, aby wyjaśnić niefortunne zdarzenia i oczyścić dobre imię uczelni.
Powieść czyta się z zapartym tchem. Jest w niej mnóstwo naukowych ciekawostek, wartka akcja i oczywiście nieujawniający się do samego końca sprawca.
Autor wyjaśnia na końcu, że inspiracją dla niego było powstanie Massachusetts Institute of Technology, a studentami bądź profesorami Tech są osoby, które studiowały bądź pracowały w MIT.
Matthew Pearl porusza w powieści kilka ważnych tematów, min. wykształcenia kobiet w XIX w., wpływu nauki na losy człowieka, a nawet świata, przyjaźni, miłości i lojalności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz